Co za partacz!! Tak sprawe schrzanic!!! Tyle szkolen, tlumaczen..... wszystko na marne! Ani kszty profesjonalizmu.
A mowie mu: lapa dziob zatkac, druga przytrzymac i wypatroszyc delikwenta. A ten sie zastanawia: polknac bez gryzienia czy po kolei po skrzydelku, nozce?
I jeszcze mu mowie: ja na czatach, a ty go na kawalki i do podzialu. A niech chlopak sie uczy, niech sie cieszy...
No to se kurde narobilem! Ani piorko nie zostalo! Juz tylko zdazylem krzyknac zeby pierzaka w zeby i w nogi przez piwnice prosto do pokoju pod lozko.... jak Pancia z wrzaskiem do ogrodka wpadla. A za Pancia Pancio.... no i baby, bo te dopiero teraz zajarzyly, ze dziczyzne na ruszt przygotowujemy.
Od razu capnela mnie i pod pache wsadzila, a Pancio wrobla zgarnal tuz z przed wasow Czarnego. A ten ani drgnal, zamurowany patrzyl. No cholera jasna, myslal, ze mu Pancio z pioreczek miesko oskubie i zlotym widelcem do mordeczki poda??!! Jessssu, co za gamon, naiwny koltun!!
A potem to juz wiecie co bylo. Pancia biegala za pudelkiem, zamknela pokoj na klucz, a potem wziela parasol ( i nasz lup!!! ) i sobie poszla. I zeby chociaz sie odezwala, jakies male: " pa koteczki, do pozniej". Nic! Tylko tak sie jakos dziwnie popatrzyla spod zmruzonych oczow az normalnie gesiej skorki dostalem.
P.S Mlody wrobelek zostal odwieziony do schroniska dla ptakow i dzikich zwierzat w Brukseli. Niewiadomo czy przezyje gdyz byl bardzo slaby, ale na szczescie juz mniej zestresowany. Za kilka dni zadzwoni do mnie pan ze schroniska z wiadomosciami. Trzymajcie mocno kciuki.
A w domu mam 2 wielkie fochy jak stad po sam Krakow. Czarne siedzi pod rododendronem i sam nie wie czy szczesliwcem jest, ze w pysku wrobla mial czy ma plakac, ze mu go odebrano. Za to Caracas siedzi w koszyku ze szczurkiem i tylko lypie okiem, bo taka krzywde koteczkowi wyrzadzic to przeciez nie uchodzi.
No, a ja po porannych stresach i gonitwach moge spokojnie isc do pracy.
Niechybnie zawita do nas Pani Wiosna. Zwiastuje ją piękna historia miłosna. Nie jest to wszak drogie Panie takie zwykłe marcowanie. Artur, masz te ślepka jak nalane miodem. Jam twoja, choć Colonel grozi mi rozwodem. Kizi mizi, a potem zaraz noski noski........ Czułości , miłości czas naszej beztroski. Schowajmy się razem pod osłoną ganku. Tam mąż nie wytropi nas, Czarny kochanku. Cieszmy się , bo przyszła dla nas wiosna wczesna ! A kto dla Caracasa ? Chyba tylko .......Cessna !
Zyczymy wszystkim kociambrom wszystkiego naj, naj, najlepszego. Cieplych domkow, pelnej miski, czulosci i kolan do wylegiwania sie. Aby kazdy kotek mial swojego czlowieka
oczywiscie o wecie mowa i wielkim wyciaganiu igiel ;)
Zaraz wszyscy zgodnym chorem zabrzmia, ze jaki to dzielny i spokojny kotek w rekach weta. Ze kromiska to jak zwykle naopowiadala niestworzone historie...a on tutaj taki tyci, tyci, troszke tylko obrazony na ta reke z igla.... Taaaa, co sie w tym pokoju dzialo to nikt kto na wlasne oczy nie widzial nie uwierzy. Tym razem wizyta odbyla sie w sypialni zeby mniej przestrzeni bylo do krycia sie i mniej biegania. Materac to i na podlodze lezal, a nawet i o sciane byl oparty....Na 1wszy rzut poszla Cessna bijaca juz piana z pyska. Najdluzej ogladana, bo i kilka pytan mialam. Potem Caracas, ktory jako Colonel zniosl dzielnie igle i tylko raz zeby wystawil, dla ostrzezenia. Kiedy juz wyciagalismy Maline spod lozka, Arthur dostal takiego szalu, ze wszyscy stanelismy jak wryci, a MAlina z niedowierzanai robila oczy jak 5 zl. Otoz Czarne fruwalo po pokoju przy samym suficie!!! W zyciu nie widzialam tak skaczacego kota: jedno odbicie i juz byl na szafie! Przelecial kolo zyrandola, odbil sie od "kominka" zrzucajac przy okazji figurki i doniczki z orchideami, przeskoczyl przez komode, odbil sie od drzwi, stracil nocna lampke, przefrunal przez lozko odbijajac sie od plecow weta i ud pancia. A wszytko to mocno okraszone jadem wylewajacym sie mu z pyska jak u jakiegos smoka. Nie wiem jakim cudem, ale w koncu wet go przydybal na podlodze i tam zaaplikowal strzykawe. O koltunach to nawet juz nikt nie wspominal... Teraz siedzi pod tarasem i zapewne knuje zemste.
I jeszcze na podsumowanie:
Siedzi Czarne pod tarasem, furia z ślepi bije czasem. Siedzi ze zjeżonym włosem i tylko warczy pod nosem : A ja veta się nie boję, póki mam pazury swoje ! Moja kita - święta rzecz , zabierz vecie ręce precz.... Zaraz stroszę się i wrzasnę. Kłami złapię, łapą trzasnę. Mięśnie też mam znakomite - mogę fruwać pod sufitem. Ja nie cierpię obcych ludzi. Wtedy we mnie lew się budzi. Nienawidzę też niestety, gdy vet maca mi kobiety. Puść Malinę, podły vecie ! Tykasz futro mej kobiecie ! Czarnej pumie wrze zła krew...... złości mej usłyszysz śpiew. Słodka zemsta to podnieta. WON ! Wypędzić z domu veta !!!
No dobra, czas wziac sprawy w swoje lapy! Bo skoro Pancia nie daje rady to my sie tym zajmiemy. No bo jak nie my to kto skoro ta caly czas gdzies lata, wciska fanom jakies marne komentarzyki pod zdjeciami, obiecuje, ze odswiezy bloga, ze juz, juz wraca, ze kompletuje, wybiera, spisuje…. no i co? A no g…., hkm guzik!
No i mysmy sie tutaj naradzili, zgodnie jak jedna wielka rodzina, i postanowili, ze od dzisiaj nasz blog bedzie funkcjonowal jak NIGDY!!
No ale moze my sie z deczka przypomnimy, bo co jak co, ale kupa czasu uplynela i moze sa tacy co o nas zapomnieli. Albo jacys nowi co przypadkiem zagladneli i nie wiedza, ze my to taka specjalna ekipa z Brukseli.
Cessna to taka nasza matrona. Wiecznie nadasana, obrazona, z pretensjami o wszystko. Zblizyc sie nie mozna, bo od razu lapa trzaska, burczy jak tygrysica, a ogania sie jak krowa ogonem. No i lizuska! Do Panci wszystko doniesie, nawet na Pancia naskarzy choc parmesan z jego reki potulnie bierze.
Caracas, Colonel, bez odpowiedniej taktyki nie ma zabawy, lapania pierzakow, podkladania lapy przeciwnikowi. Stary wyjadacz krewetek, amator sushi, trener mysz i szczurkow. Szef naszej ekipy w wiecznym konflikcie zbrojnym z Laciata.
Malina, prawdziwa Merlyn Monroe w kocim wydaniu. Piekna i wymagajaca. Bez szczotkowania z domu nikogo nie wypusci, strazniczka miski z chrupkami, wygrzewaczka kolan, plecow, a nawet glowy….. lokomotywa w kocim pociagu.
No i ten najmlodszy, niezaplanowany. Arthur, mistrz nad mistrze w lobuzowaniu. Przystojny Dran szatkujacy rece weterynarzom, plujacy jadem, wytrawny hodowca dredow pod ogonem. Przewrocil dom do gory nogami, postawil Panciostwo do pionu, na bezczelniaka wterebil sie do ekipy i jeszcze swoje warunki podyktowal.
Ale i tak mu wybaczono wszystkie winy…. bo tacy juz tak maja.
Ale z niej swinia, takiego dorodnego oddac jakiemus obcemu facetowi! A ja sie chcialem nim tylko zaopiekowac. Sam mi do geby wlazl, a pancia od razu narobila krzyku! W sekunde mnie capnela za kark, lapnela pierzaka i pognala do kuchni. Juz nawet pomyslalem, ze moze chce go na patelnie, w sosiku wlasnym z krewetkami upichcic. Ale gdzie tam! Pod kluczem w salonie w pudelku przetrzymywala. No widzisz ja! A jak chcialem z Malina zerknac, no bo moze akurat przydalibysmy sie na cos, to takim wzrokiem nas przewiercila, jak nie pancia normalnie!! A potem to juz calkiem zwariowala: za muchami z lapka latala i nawet z pajakiem sie przeprosila i w pajeczynie mu pogrzebala. No wiecie??!! Moglem szybciej sie uwinac z malym, ale tak mnie zaskoczyl.....no bo kot tutaj cale zycie modly odprawia co by jaki spadl do pyszczka i jak co do czego przychodzi to n o r m a l n i e glupieje z radosci!
** Ptasio zostal oddany w fachowe rece do organizacji zajmujacej sie pomaganiem ptakom i innym zwierzetom. Mozna sobie zerknac na ich stronke: http://www.protectiondesoiseaux.be/
Na ten moj 1-wszy rok to ja sobie zycze tego najtlustszego wrobla, zielona papuge, kilo tunczyka, worek chrupeczek, serowych ciasteczek, wstazki czerwonej, kupke myszek, kolorowych pileczek, ten kocyk w paski, no i lezaczek, no i Pancie, no i cala, cala reszte. Miauuu :)
Pancia wrzucila fote naszej Kluchy do konkursu! I teraz trzeba oddawac glosiki, klikac i takie tam rozne ;D
Bo wiecie, ona chce czesc nagrody oddac na schron i jakies fundacje. No w glowie sie nie miesci! Zamiast pasztety nam i krewetki!!.... ale co my tutaj bedziemy gadac, zaglosujecie, co? Miauuuu